I ich oczom ukazal sie las…

Paujemy sie. Jedzenie, namioty, spiwory, alkohol. 
– Nie masz zadnego piwa? – pyta sie Lukasz.

– Nie, spoko. Kupimy na miejscu, prawda?

– Hm, wiesz. Po drodze jest jeden nocleg, we Wloszech, cos by sie przydalo.. Poza tym – lepiej miec cos ze soba. Ja mam trzy zgrzewki.

– Aha. Ok. Chwila, zaraz wracam. [wziuu, Carefour, 4×24 puszki Lecha, 2 zimne Heinekeny z lodowki na wieczor, wziuu].

– Ok, kupilem cztery zgrzewki, gdzie je zapakowac?

– Zgrzewki? Zgrzewka, czyli czteropak…

Reklamy
Opublikowano z plecakiem tu i tam | Otagowano | Dodaj komentarz

Rozmiar…

Tajlandia – to jest kraj niewielkich ludzi. Niewielcy ludzie potrzebują niewielkich rzeczy. Pasta do zębów – 50 ml. Dezodorant – 25 ml. Bokserki, koszulki, ubrania – wszystko jest jakby mniejsze. Ciekawe rzeczy dzieją się, gdy mniejsi ludzie stykają się z rzeczami normalnego rozmiaru.
Polski przykład? ‘Mydłem, mydłem! Zabijemy go mydłem!’.
Tajski przykład? Sześć osób na skuterze (dwie kobiety i czwórka dzieci).
Zastanawialiście się kiedyś, ilu Tajów zmieści się do Toyoty Camry? Dwunastu. To nie dowcip, to fakt.
Są pewne wyjątki, oczywiście. Tutejsze kobiety mają cohones jakby większe niż zwykle.. Ale o tym to może innym razem. Dzisiaj będzie o.. Owocach morza. O krewetkach. O.
Tajskie krewetki są duże. Znaczy się – są małe tajskie krewetki. Takie naprawdę małe, mieszczące się na małym tajskim talerzu. Są też duże tajskie krewetki, wielkości Nokii E52.
Są też dwaplusduże krewetki – Mantisa. To przykład krewetki większej od talerza. Do tej krewetki potrzebna jest misa. O, taka misa:

mantisa1 

mantisa2

Tak… Rozmiar ma znaczenie.

Wielkie ‘Smacznego’!
PS. Jak smakuje? Bardzo dużo! Tfu, bardzo dobre.

Opublikowano z plecakiem tu i tam | Otagowano | Dodaj komentarz

‘Złodzieje’ – pomyślał Polak.

Tajlandia, dżungla. Park Narodowy. Rzeka – czyli komary i (dodatkowa atrakcja) – kąpiące się w pobliskim zakolu – małpy. Nie, nie te z ręcznikami i mówiące po niemiecku – te prawdziwe. Małe. Lokalne. Mniejsze i chudsze od Tajów.
Dostajemy klucz do pokoju i pouczenie. Gdy Was nie ma w pokoju – proszę, zamknijcie drzwi.
’Złodzieje’ – pomyślał Polak.
’Małpy’ – powiedział Taj.
’Es war uns nicht!’ – zakrzyknął Niemiec!
’Stirlitz’ – pomyślały sowy.

Puszczam oczko

Opublikowano z plecakiem tu i tam | Dodaj komentarz

‘Jest dowcip’ czyli…

…taka zorganizowana akcja, żebyś dał piątaka.
No, prawie. To taka zorganizowana akcja, żebyś się (nie)roześmiał.
Idea zabawy jest prosta – istnieje grono znajomych, od których ZAWSZE odbierasz telefon, bez względu na okoliczności. Zebranie zarządu, romantyczna kolacja z kobietą czy pogrzeb Babci nie jest dla Ciebie żadną wymówką.
Odbierasz telefon i rozłączasz się po 5 sekundach. Chyba, że usłyszysz magiczny zwrot –> ‘Jest dowcip’. Wtedy.. Nic nie mówisz, nastawiasz się na odbiór. Słuchasz. Rozłączasz się. Próbujesz się nie śmiać…

PS. Działa tylko z bardzo dobrymi dowcipami.
– Jakie jest najszybsze zwierzę na świecie?
– Ostatnia kura w Etiopii

Opublikowano z plecakiem tu i tam | Dodaj komentarz

Wyrzucili Cię z pracy?

Pracujesz w pięciogwiazdkowym resorcie przy spokojnej plaży w Tajlandii. Pijesz. Szef pije mniej od Ciebie. Nie może podołać presji, jaką na niego wywierasz – zwalnia Cię z pracy. Co robisz?

Jeżeli życie rzuca w Ciebie cytrynami… Zrób z nich cytrynówkę!

Czyli przy bocznej bramie ośrodka, z którego Cię zwolnili otwórz bar. Na całe szczęście Twoja żona genialnie gotuje a spośród obecnych pracowników ośrodka Twoi przyjaciele zawsze wpadną na śniadanie, a po pracy – na piwo (lub cytrynówkę). Od czasu do czasu ktoś z recepcji szepnie słówko gościom w hotelu, że nie, hotelowa restauracja to nie jest najlepsze miejsce do zjedzenia w okolicy. Tam, za kotłownią, 200 metrów w lewo – jest J’J Bar.

IMAG0979

Opublikowano z plecakiem tu i tam | 1 komentarz

Podróż promowa w Tajlandii czyli jak wyżej usytuowani pasażerowie zaskoczyli tych nieco niżej usytuowanych.

Koh Tao – nurkowa mekka w Tajlandii (dla fanów Google Earth już miałem podawać współrzędne geograficzne, ale że jestem leniwy – to chętnych zapraszam tu -> http://goo.gl/UFslvz).
To wyspa, jak widzicie. Dostać się tam można w sumie tylko w jeden sposób – promem.
Prom – katamaran (dwa kadłuby), dwa piętra. Siedzenia udają lotnicze, wszystko w jednym dużym pomieszczeniu. Z tyłu promu – mały pokład dla palących plus schody łączące ‚parter’ z ‚pierwszym piętrem’. Jako że zima również i tutaj zaskoczyła drogowców, Ocean do docelowej wyspy nie dość, że nie odśnieżony, to również trochę burzliwy i całkiem, całkiem zafalowany.
Efekt na niczego nie spodziewającej się załogi – wiadomy.
[‚Do sedna, głupcze!’ – przyp. red.]
Ok, ok. Pokład dla palących. Jeden człowiek wychylony za burtę oddaje hojny hołd dla Neptuna (defliny chyba też się ucieszyły). Kilka osób dookoła dzielnie walczy. Szczególnie jeden. Przy burcie, okulary zaparowane, lekko zielony. Nagle dostał. Falą. Dziwne. Fala przyszła z góry. Człowiek ciągle przy burcie, okulary jednak już nie zaparowane, okulary są żółte. Między innymi. Między innymi żółte i między innymi okulary. Pełnia zieleni i.. To chyba groszek. Kawałki kurczaka.. Teraz już wszyscy na dolnym pokładzie oddają hołd Neptunowi.
Takie tam, morskie opowieści 😉

Opublikowano z plecakiem tu i tam | 1 komentarz

Przygotowania do wycieczki motocyklowej Kraków–Ateny czyli ruszamy w drogę, może uda się dojechać do celu.

Dzień 1 / poniedziałek.
Przyleciałem z Aten 6tego maja. Już, już miałem jechać odwiedzić maszynę, która od listopada zeszłego roku czeka cierpliwie w garażu u kumpla, ale jednak.. Piwo ze znajomymi w Starym Porcie samo się nie wypije. [Sumienie podpowiedziało: ‘Jutro też jest czas’]

Dzień 2.
Jest! Stoi i czeka! Co prawda nie mrugnęła z radości światłami, ale – jest już w zasięgu kluczyka. Przekręcam, czując wręcz elektryczne napięcie między mną a Suzi..
No tak, to na pewno nie było elektryczne napięcie. Deska rozdzielcza martwa czyli akumulator do naładowania. Zdarza się.
A nie, jednak – akumulator do wymiany. Greckie serce nie polubiło polskiej zimy.
Skoro już pojechałem do centrum na zakupy, to zaopatrzyłem się w 3 litry oleju 15W40, dwie żarówki H4 i nowy akumulator. [Sumienie powiedziało: ‘Dzień można uznać za udany!’]

Dzień 3.
Z nowym sercem – nowy duch. Po kilku dosłownie próbach – Suzi warczy aż miło posłuchać. Sumienie – zadowolone.
To może teraz wymienię żarówki? Pewnie! Ja w kieszeni mam H4, Suzi – w reflektorze – H7.. Sumienie – ‘Hm’.
Olej? Ja mam 15W40 – na osłonie filtra oleju napisane: ’10W40’. [Sumienie? ‘O [beep]’]
Ponowne zakupy, tym razem już właściwych produktów – i dzień można uznać za nie_totalną_katastrofę. Może chociaż zmienimy olej? [Sumienie podpowiada ‘Jutro. Rano.’]

Dzień 4.
Wedle planu – zmieniam olej. Próba – zakończona zaokrągleniem śruby spustu ponad możliwość naprawy. Pomoc w zaprzyjaźnionym warsztacie – połowicznie udana. Śruba na wpół odkręcona (olej nie cieknie), zakręcić się nie da. Muszę znaleźć identyczną, oryginalną – w Krakowie, dziś. Jeżdżę od punktu do punktu, w poszukiwaniu. Sytuacja zaczęła się robić mało przyjemna gdy na jednym z postojów widzę, że jednak olej zaczyna cieknąć. Koniec końców – trafiam do autoryzowanego serwisu Suzuki ‘Rider’.
– Czy mają państwo śrubę spustu oleju?
– Niech sprawdzę.. Nie.
– …
– Chociaż, chwileczkę. Jest tu rezerwacja z 2010 roku. Proszę dać mi trochę czasu.
3 minuty później, uboższy o 17 zł – jestem uratowany uradowany. [Sumienie: ‚Uff’]

Chłopacy byli tak mili, że pomimo ogromu pracy – wcisnęli mnie gdzieś między inne sprawy i wymienili mi olej. Przy wymianie oleju okazało się, że…
Napęd do wymiany, łożyska tylnego koła – do wymiany, uszczelniacze przedniego zawieszenia – do wymiany. Opony – do wymiany. [Sumienie: ‚Ugh!’]
– Aha, [jest czwartek – przyp. red.] ale ja w niedzielę chcę jechać do Grecji.
– O kur cholera.

Po krótkich negocjacjach, po dodaniu do listy TODO niewielkich prac elektrycznych (zainstalowanie gniazda USB), po niewielkim cudzie nad Wisłą, po niezastąpionej pomocy Krzyśka, który rzucił wszystko, żeby mi pomóc i jeździć ze mną tam i z powrotem…

Dzień 5.
17:30 – odbieram Suzi z serwisu. Nowe opony, nowy łańcuch, uszczelnione zawieszenie, znowu jednoślad…

Dzień 6.
Nudy, nic się nie dzieje czyli odpoczynek.

Dzień 7.
Leje. Trudno.
Z samego rana przeprowadzam Suzi z parkingu przed blok. Pakujemy się, ja i mój ‘plecak’, wsiadam, przekręcam kluczyk i…
Nic się nie dzieje.
O kurde.
W telegraficznym skrócie – podczas instalacji gniazda USB elektryk zbyt mocno spiął wiązki kabli – przy maksymalnym skręcie kierownicą w prawo – rozpinała się kostka elektryczna.
Szybkie (no, prawie) – zdjęcie baku, zlokalizowanie i naprawienie problemu i w drogę. Jeszcze tylko szklanka wody na pożegnanie u Krzyśka i ruszamy zatankować.
Zalane, zapłacone, zadowolone, przekręcam kluczyk i…
Ha! Jest ok, wszystko działa. Naciskam starter i.. No, jednak nie wszystko działa. Taksówka, do domu po narzędzia, zdejmowanie baku, jednak_nie_tylko_kostka_się_rozłączała, naprawa i w drogę… Tym razem – już bez problemów. Do końca. Tego dnia Puszczam oczko

Ps.
Koledzy z Krakowa mają Żuka, kupionego od Straży Pożarnej. Mają też fantazję i chęć przygody. Mają pomysł – wziąć udział w Złombolu (http://www.zlombol.pl – w telegraficznym skrócie – wyprawa z Katowic na Nordkapp – najbardziej wysunięty na północ przylądek Europy). Czego nie mają? Współzałogantów.

Szczegóły:
Wyjazd 10 sierpnia. Powrót – nie później niż 25tego.
2 tygodnie, Żukiem, przez Litwę, Łotwę, Estonię, Finlandię i Norwegię (powrót może przez Danię, Szwecję i Niemcy – to do uzgodnienia).
Koszt – nie więcej niż 2 tys zł.

I tu prośba do Was – macie czas i ochotę? Uśmiech

Opublikowano Motorowo | 1 komentarz