Napad

Portobello, Panama. 20 mil na wschód od Colon.
Dzień jak codzień. Znana zatoka, bezpieczne kotwicowisko. Trzecia wizyta w ciagu ostatniego miesiąca. 17:15, 7m głębokości, 30 metrów łańcucha, na dnie muł. Małe piwo po całodziennym żeglowaniu. Telefon do pizzerii, rezerwacja stolika. Ponton na wodę, dwie tury i załoga na brzegu. Wieczór jak najbardziej udany.
21:30 – decyzja o powrocie na jacht. Jak to zwykle bywa – kieruję. Pierwsza tura – 3 osoby – spokojnie dostarczona na jacht. Powrót do pizzerii, jeszcze chwila przy piwie… 21:45 płyniemy na jacht. Podpływając od rufy okazuje się, że zacumowana do naszej burty jest lokalna ‚lancha‚. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Cumujemy do rufy, idę na burtę z latarką zobaczyć, o co chodzi. Na jachcie cisza.
W świetle latarki widzę nagle wycelowany we mnie rewolwer. Słyszę jakieś krzyki, zupełnie nie kojarzę, o co chodzi. Odwracam się plecami, idę trzy kroki do przodu, do kokpitu. Na dole krzyki ‚Go! Go! Just go!’. Dołączam się – ‚Guys! Just go. Just go!’. Spod pokładu dwie sylwetki w pośpiechu wskakują do motorówki. Jeszcze jeden – odpalenie silnika, dodanie gazu i – puff – koniec.

To moja wersja. Tak to pamiętam.

Wersja trójki, którą zostawiłem wcześniej na pokładzie?

Dotarli na jacht. Usiedli w kokpicie, rozmawiają. 5 minut później powoli do jachtu zbliża się motorówka. Ktoś krzyczy ‚Aqua, aqua!’. ‚Nie, nie chcemy wody’. Motorówka nadal zbliża się do jachtu. Nagle w kokpicie pojawiają się cztery uzbrojone osoby. Jeden z załogantów zostaje dwukrotnie uderzony kolbą rewolweru w główę. Przecięta skóra. Krew. Pod bronią zostają zmuszeni do zejścia pod pokład. ‚Ręce na głowę, siadajcie na podłodze’. ‚Kokaina! Pieniądze’ – słyszą kilkanaście razy. Napastnicy zabierają im telefony, iPady, pieniądze, karty kredytowe. Przetrząsają jacht. Znalezione laptopy pakują do plastikowej torby, gotowe do wyniesienia. Nagle – cisza. Słyszą zbliżający się dźwięk silnika do pontonu…

Co się działo potem… W skrócie – pontonem do restauracji, na posterunek Policji. Na początku powiedzieli ‚przyjdźcie rano’, po naciskach – wzięli się do roboty. Motorówką na jacht, kontrola paszportów, początkowe zeznania. Szybka wizyta w pobliskim miasteczku, gdzie ostatnio zlokalizowany był jeden ze skradzionych telefonów. Dnia następnego – pełne zeznania. Wizyta policjantów z Panama City. Włamania i kradzieże z jachtów w niedalekiej zatoce zdażały się często – w Portobello napad z bronią w ręku na jacht zakotwiczony w zatoce zdażył się ponoć po raz pierwszy. I nie ostatni, załogi z innych jachtów raportowały, że nie byliśmy ani pierwszym, ani ostatnim jachtem, który wzbudził zainteresowanie lokalnych chłopaków tamtego wieczoru (jeden jacht na pokładzie miał dużego psa, drugi – hałaśliwego kapitana).

Osobiście najbardziej przeraża mnie ten cholerny abordaż pomimo osób zasiadających w kokpicie…

Tyle.

Reklamy
Opublikowano Praca, praca | 2 Komentarze

I ich oczom ukazal sie las…

Paujemy sie. Jedzenie, namioty, spiwory, alkohol. 
– Nie masz zadnego piwa? – pyta sie Lukasz.

– Nie, spoko. Kupimy na miejscu, prawda?

– Hm, wiesz. Po drodze jest jeden nocleg, we Wloszech, cos by sie przydalo.. Poza tym – lepiej miec cos ze soba. Ja mam trzy zgrzewki.

– Aha. Ok. Chwila, zaraz wracam. [wziuu, Carefour, 4×24 puszki Lecha, 2 zimne Heinekeny z lodowki na wieczor, wziuu].

– Ok, kupilem cztery zgrzewki, gdzie je zapakowac?

– Zgrzewki? Zgrzewka, czyli czteropak…

Opublikowano z plecakiem tu i tam | Otagowano | Dodaj komentarz

Rozmiar…

Tajlandia – to jest kraj niewielkich ludzi. Niewielcy ludzie potrzebują niewielkich rzeczy. Pasta do zębów – 50 ml. Dezodorant – 25 ml. Bokserki, koszulki, ubrania – wszystko jest jakby mniejsze. Ciekawe rzeczy dzieją się, gdy mniejsi ludzie stykają się z rzeczami normalnego rozmiaru.
Polski przykład? ‘Mydłem, mydłem! Zabijemy go mydłem!’.
Tajski przykład? Sześć osób na skuterze (dwie kobiety i czwórka dzieci).
Zastanawialiście się kiedyś, ilu Tajów zmieści się do Toyoty Camry? Dwunastu. To nie dowcip, to fakt.
Są pewne wyjątki, oczywiście. Tutejsze kobiety mają cohones jakby większe niż zwykle.. Ale o tym to może innym razem. Dzisiaj będzie o.. Owocach morza. O krewetkach. O.
Tajskie krewetki są duże. Znaczy się – są małe tajskie krewetki. Takie naprawdę małe, mieszczące się na małym tajskim talerzu. Są też duże tajskie krewetki, wielkości Nokii E52.
Są też dwaplusduże krewetki – Mantisa. To przykład krewetki większej od talerza. Do tej krewetki potrzebna jest misa. O, taka misa:

mantisa1 

mantisa2

Tak… Rozmiar ma znaczenie.

Wielkie ‘Smacznego’!
PS. Jak smakuje? Bardzo dużo! Tfu, bardzo dobre.

Opublikowano z plecakiem tu i tam | Otagowano | Dodaj komentarz

‘Złodzieje’ – pomyślał Polak.

Tajlandia, dżungla. Park Narodowy. Rzeka – czyli komary i (dodatkowa atrakcja) – kąpiące się w pobliskim zakolu – małpy. Nie, nie te z ręcznikami i mówiące po niemiecku – te prawdziwe. Małe. Lokalne. Mniejsze i chudsze od Tajów.
Dostajemy klucz do pokoju i pouczenie. Gdy Was nie ma w pokoju – proszę, zamknijcie drzwi.
’Złodzieje’ – pomyślał Polak.
’Małpy’ – powiedział Taj.
’Es war uns nicht!’ – zakrzyknął Niemiec!
’Stirlitz’ – pomyślały sowy.

Puszczam oczko

Opublikowano z plecakiem tu i tam | Dodaj komentarz

‘Jest dowcip’ czyli…

…taka zorganizowana akcja, żebyś dał piątaka.
No, prawie. To taka zorganizowana akcja, żebyś się (nie)roześmiał.
Idea zabawy jest prosta – istnieje grono znajomych, od których ZAWSZE odbierasz telefon, bez względu na okoliczności. Zebranie zarządu, romantyczna kolacja z kobietą czy pogrzeb Babci nie jest dla Ciebie żadną wymówką.
Odbierasz telefon i rozłączasz się po 5 sekundach. Chyba, że usłyszysz magiczny zwrot –> ‘Jest dowcip’. Wtedy.. Nic nie mówisz, nastawiasz się na odbiór. Słuchasz. Rozłączasz się. Próbujesz się nie śmiać…

PS. Działa tylko z bardzo dobrymi dowcipami.
– Jakie jest najszybsze zwierzę na świecie?
– Ostatnia kura w Etiopii

Opublikowano z plecakiem tu i tam | Dodaj komentarz

Wyrzucili Cię z pracy?

Pracujesz w pięciogwiazdkowym resorcie przy spokojnej plaży w Tajlandii. Pijesz. Szef pije mniej od Ciebie. Nie może podołać presji, jaką na niego wywierasz – zwalnia Cię z pracy. Co robisz?

Jeżeli życie rzuca w Ciebie cytrynami… Zrób z nich cytrynówkę!

Czyli przy bocznej bramie ośrodka, z którego Cię zwolnili otwórz bar. Na całe szczęście Twoja żona genialnie gotuje a spośród obecnych pracowników ośrodka Twoi przyjaciele zawsze wpadną na śniadanie, a po pracy – na piwo (lub cytrynówkę). Od czasu do czasu ktoś z recepcji szepnie słówko gościom w hotelu, że nie, hotelowa restauracja to nie jest najlepsze miejsce do zjedzenia w okolicy. Tam, za kotłownią, 200 metrów w lewo – jest J’J Bar.

IMAG0979

Opublikowano z plecakiem tu i tam | 1 komentarz

Podróż promowa w Tajlandii czyli jak wyżej usytuowani pasażerowie zaskoczyli tych nieco niżej usytuowanych.

Koh Tao – nurkowa mekka w Tajlandii (dla fanów Google Earth już miałem podawać współrzędne geograficzne, ale że jestem leniwy – to chętnych zapraszam tu -> http://goo.gl/UFslvz).
To wyspa, jak widzicie. Dostać się tam można w sumie tylko w jeden sposób – promem.
Prom – katamaran (dwa kadłuby), dwa piętra. Siedzenia udają lotnicze, wszystko w jednym dużym pomieszczeniu. Z tyłu promu – mały pokład dla palących plus schody łączące ‚parter’ z ‚pierwszym piętrem’. Jako że zima również i tutaj zaskoczyła drogowców, Ocean do docelowej wyspy nie dość, że nie odśnieżony, to również trochę burzliwy i całkiem, całkiem zafalowany.
Efekt na niczego nie spodziewającej się załogi – wiadomy.
[‚Do sedna, głupcze!’ – przyp. red.]
Ok, ok. Pokład dla palących. Jeden człowiek wychylony za burtę oddaje hojny hołd dla Neptuna (defliny chyba też się ucieszyły). Kilka osób dookoła dzielnie walczy. Szczególnie jeden. Przy burcie, okulary zaparowane, lekko zielony. Nagle dostał. Falą. Dziwne. Fala przyszła z góry. Człowiek ciągle przy burcie, okulary jednak już nie zaparowane, okulary są żółte. Między innymi. Między innymi żółte i między innymi okulary. Pełnia zieleni i.. To chyba groszek. Kawałki kurczaka.. Teraz już wszyscy na dolnym pokładzie oddają hołd Neptunowi.
Takie tam, morskie opowieści 😉

Opublikowano z plecakiem tu i tam | 1 komentarz