Kanał Panamski

Wpadłem w kanał. Panamski.

W moim przypadku wszystko odbywało się w myśl ‚O kutwa!’ oraz ‚jakoś to będzie’. Przecież ludzie przez niego przepływają. Będę miał na pokładzie doradcę. Na dziobie leżą już odbijacze i cumy przywiezione przez zatrudnionego przez nas agenta, który proces przygotowania i przepłynięcia miał nam jak najbardziej ułatwić. No, wiecie – jakoś to będzie.

Choć przyznaję, kilka razy pomyślałem ‚O kutwa!’ a dopiero później – ‚Spokojnie, jakoś to będzie’.

Pierwsza ‚O, kutwa!’ – po pierwszej ‚windzie do góry’.
Manewrowanie w betonowym korytarzu o szerokości 35 metrów jachtem o długości 16m, który waży 26 ton nie nastraja mnie pozytywnie, a co dopiero – gdy do lewej burty mam przyczepiony 13 metrowy katamaran (o szerokości 7m), a po prawej – 12 metrowy jacht (uff, maleństwo miało na szczęście tylko 3-4 metry szerokości).
No cóż, powiem tylko, że pierwsza ‚O kutwa!’ padła z mojej (i nie tylko!) strony w momencie, w którym szorowałem lewą burtą katamaranu o ścianę śluzy… Przez minutę ludzie trochę pokrzyczeli, później pomyślałem ‚Spoko, jakoś to będzie’ [‚Na szczęście katamaran miał na burcie odbijacze’ – dop. red.]

Drugi raz… Gdy będąc po trzech śluzach ‚w górę’ – 27 metrów wyżej – uświadomiłem sobie, że przecież dzisiaj to w sumie pod górkę, ale jednak z górki. ‚O kutwa’, przecież dzisiaj prąd w śluzach miałem z dziobu. Jutro będę miał go z rufy.. ‚Spoko, jakoś to będzie’.

Trzeci raz (i kilka kolejnych, bardzo szybko po sobie następujących razów) – tuż przed pierwszymi śluzami w dół. ‚O kutwa!’ – 20 węzłów wiatru z rufy. Połączeni z 12 metrowym maleństwem (katamaran popłynął z innym statkiem, uff) – pędząc 3 węzły z wiatrem – ‚O kutwa!’ przynajmniej dwa razy. Z czego raz na głos.
Na szczęście – ‚Jakoś to będzie’ już po chwili, w momencie zahamowania jachtu na cumach, w śluzie.

Da się? Da się. Jak zwykle miałem szczęście – do swojej załogi, do swojego jachtu. Do człowieka przydzielonego mi przez obsługę kanału – robi to od 12 lat. Do pogody (mimo wszystko).

Jak zawsze – do ludzi na sąsiadujących jachtach – budzili mnie krzykiem zawsze w odpowiednich momentach… 😉

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Praca, praca. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.