Wyrzucili Cię z pracy?

Pracujesz w pięciogwiazdkowym resorcie przy spokojnej plaży w Tajlandii. Pijesz. Szef pije mniej od Ciebie. Nie może podołać presji, jaką na niego wywierasz – zwalnia Cię z pracy. Co robisz?

Jeżeli życie rzuca w Ciebie cytrynami… Zrób z nich cytrynówkę!

Czyli przy bocznej bramie ośrodka, z którego Cię zwolnili otwórz bar. Na całe szczęście Twoja żona genialnie gotuje a spośród obecnych pracowników ośrodka Twoi przyjaciele zawsze wpadną na śniadanie, a po pracy – na piwo (lub cytrynówkę). Od czasu do czasu ktoś z recepcji szepnie słówko gościom w hotelu, że nie, hotelowa restauracja to nie jest najlepsze miejsce do zjedzenia w okolicy. Tam, za kotłownią, 200 metrów w lewo – jest J’J Bar.

IMAG0979

Reklamy
Opublikowano z plecakiem tu i tam | 1 komentarz

Podróż promowa w Tajlandii czyli jak wyżej usytuowani pasażerowie zaskoczyli tych nieco niżej usytuowanych.

Koh Tao – nurkowa mekka w Tajlandii (dla fanów Google Earth już miałem podawać współrzędne geograficzne, ale że jestem leniwy – to chętnych zapraszam tu -> http://goo.gl/UFslvz).
To wyspa, jak widzicie. Dostać się tam można w sumie tylko w jeden sposób – promem.
Prom – katamaran (dwa kadłuby), dwa piętra. Siedzenia udają lotnicze, wszystko w jednym dużym pomieszczeniu. Z tyłu promu – mały pokład dla palących plus schody łączące ‚parter’ z ‚pierwszym piętrem’. Jako że zima również i tutaj zaskoczyła drogowców, Ocean do docelowej wyspy nie dość, że nie odśnieżony, to również trochę burzliwy i całkiem, całkiem zafalowany.
Efekt na niczego nie spodziewającej się załogi – wiadomy.
[‚Do sedna, głupcze!’ – przyp. red.]
Ok, ok. Pokład dla palących. Jeden człowiek wychylony za burtę oddaje hojny hołd dla Neptuna (defliny chyba też się ucieszyły). Kilka osób dookoła dzielnie walczy. Szczególnie jeden. Przy burcie, okulary zaparowane, lekko zielony. Nagle dostał. Falą. Dziwne. Fala przyszła z góry. Człowiek ciągle przy burcie, okulary jednak już nie zaparowane, okulary są żółte. Między innymi. Między innymi żółte i między innymi okulary. Pełnia zieleni i.. To chyba groszek. Kawałki kurczaka.. Teraz już wszyscy na dolnym pokładzie oddają hołd Neptunowi.
Takie tam, morskie opowieści 😉

Opublikowano z plecakiem tu i tam | 1 komentarz

Przygotowania do wycieczki motocyklowej Kraków–Ateny czyli ruszamy w drogę, może uda się dojechać do celu.

Dzień 1 / poniedziałek.
Przyleciałem z Aten 6tego maja. Już, już miałem jechać odwiedzić maszynę, która od listopada zeszłego roku czeka cierpliwie w garażu u kumpla, ale jednak.. Piwo ze znajomymi w Starym Porcie samo się nie wypije. [Sumienie podpowiedziało: ‘Jutro też jest czas’]

Dzień 2.
Jest! Stoi i czeka! Co prawda nie mrugnęła z radości światłami, ale – jest już w zasięgu kluczyka. Przekręcam, czując wręcz elektryczne napięcie między mną a Suzi..
No tak, to na pewno nie było elektryczne napięcie. Deska rozdzielcza martwa czyli akumulator do naładowania. Zdarza się.
A nie, jednak – akumulator do wymiany. Greckie serce nie polubiło polskiej zimy.
Skoro już pojechałem do centrum na zakupy, to zaopatrzyłem się w 3 litry oleju 15W40, dwie żarówki H4 i nowy akumulator. [Sumienie powiedziało: ‘Dzień można uznać za udany!’]

Dzień 3.
Z nowym sercem – nowy duch. Po kilku dosłownie próbach – Suzi warczy aż miło posłuchać. Sumienie – zadowolone.
To może teraz wymienię żarówki? Pewnie! Ja w kieszeni mam H4, Suzi – w reflektorze – H7.. Sumienie – ‘Hm’.
Olej? Ja mam 15W40 – na osłonie filtra oleju napisane: ’10W40’. [Sumienie? ‘O [beep]’]
Ponowne zakupy, tym razem już właściwych produktów – i dzień można uznać za nie_totalną_katastrofę. Może chociaż zmienimy olej? [Sumienie podpowiada ‘Jutro. Rano.’]

Dzień 4.
Wedle planu – zmieniam olej. Próba – zakończona zaokrągleniem śruby spustu ponad możliwość naprawy. Pomoc w zaprzyjaźnionym warsztacie – połowicznie udana. Śruba na wpół odkręcona (olej nie cieknie), zakręcić się nie da. Muszę znaleźć identyczną, oryginalną – w Krakowie, dziś. Jeżdżę od punktu do punktu, w poszukiwaniu. Sytuacja zaczęła się robić mało przyjemna gdy na jednym z postojów widzę, że jednak olej zaczyna cieknąć. Koniec końców – trafiam do autoryzowanego serwisu Suzuki ‘Rider’.
– Czy mają państwo śrubę spustu oleju?
– Niech sprawdzę.. Nie.
– …
– Chociaż, chwileczkę. Jest tu rezerwacja z 2010 roku. Proszę dać mi trochę czasu.
3 minuty później, uboższy o 17 zł – jestem uratowany uradowany. [Sumienie: ‚Uff’]

Chłopacy byli tak mili, że pomimo ogromu pracy – wcisnęli mnie gdzieś między inne sprawy i wymienili mi olej. Przy wymianie oleju okazało się, że…
Napęd do wymiany, łożyska tylnego koła – do wymiany, uszczelniacze przedniego zawieszenia – do wymiany. Opony – do wymiany. [Sumienie: ‚Ugh!’]
– Aha, [jest czwartek – przyp. red.] ale ja w niedzielę chcę jechać do Grecji.
– O kur cholera.

Po krótkich negocjacjach, po dodaniu do listy TODO niewielkich prac elektrycznych (zainstalowanie gniazda USB), po niewielkim cudzie nad Wisłą, po niezastąpionej pomocy Krzyśka, który rzucił wszystko, żeby mi pomóc i jeździć ze mną tam i z powrotem…

Dzień 5.
17:30 – odbieram Suzi z serwisu. Nowe opony, nowy łańcuch, uszczelnione zawieszenie, znowu jednoślad…

Dzień 6.
Nudy, nic się nie dzieje czyli odpoczynek.

Dzień 7.
Leje. Trudno.
Z samego rana przeprowadzam Suzi z parkingu przed blok. Pakujemy się, ja i mój ‘plecak’, wsiadam, przekręcam kluczyk i…
Nic się nie dzieje.
O kurde.
W telegraficznym skrócie – podczas instalacji gniazda USB elektryk zbyt mocno spiął wiązki kabli – przy maksymalnym skręcie kierownicą w prawo – rozpinała się kostka elektryczna.
Szybkie (no, prawie) – zdjęcie baku, zlokalizowanie i naprawienie problemu i w drogę. Jeszcze tylko szklanka wody na pożegnanie u Krzyśka i ruszamy zatankować.
Zalane, zapłacone, zadowolone, przekręcam kluczyk i…
Ha! Jest ok, wszystko działa. Naciskam starter i.. No, jednak nie wszystko działa. Taksówka, do domu po narzędzia, zdejmowanie baku, jednak_nie_tylko_kostka_się_rozłączała, naprawa i w drogę… Tym razem – już bez problemów. Do końca. Tego dnia Puszczam oczko

Ps.
Koledzy z Krakowa mają Żuka, kupionego od Straży Pożarnej. Mają też fantazję i chęć przygody. Mają pomysł – wziąć udział w Złombolu (http://www.zlombol.pl – w telegraficznym skrócie – wyprawa z Katowic na Nordkapp – najbardziej wysunięty na północ przylądek Europy). Czego nie mają? Współzałogantów.

Szczegóły:
Wyjazd 10 sierpnia. Powrót – nie później niż 25tego.
2 tygodnie, Żukiem, przez Litwę, Łotwę, Estonię, Finlandię i Norwegię (powrót może przez Danię, Szwecję i Niemcy – to do uzgodnienia).
Koszt – nie więcej niż 2 tys zł.

I tu prośba do Was – macie czas i ochotę? Uśmiech

Opublikowano Motorowo | 1 komentarz

Chilijski thriller – finał, jakiego jeszcze nie było!

Czyli – udało się, choć było blisko. Chilijczycy nie poddali się bez walki.
Najpierw – czy otworzymy port czy nie – powiemy Wam o 20tej.
O 20tej – powiedzą nam o 21szej.
O 21szej – powiedzą nam o północy.
O 21:30 poszliśmy spać.
Nikt nie spodziewał się chilijskiej Inkwizycji, gdy punkt 0210 (2:10[am]) zawołała na UKFce ‘Securite, securite, securite, ble, ble, ble, peurto abierto (raz)’.
W Ushuaia zalogowaliśmy się o 0915 (9:15[am]).

Każdy film to tak naprawdę film o miłości, więc na koniec powiem tylko: kocham Cię, Puerto Williams!

Opublikowano Selma Expeditions | Dodaj komentarz

Chilijski thriller!

Znamy się, lubimy się, oglądamy filmy, lubimy thrillery, prawda? Prawda.
Jak takie filmy kręcą w Chile?

Aktorzy: potrzebny jest naturalny kanał (w tym wypadku – Kanał Beagle’a w Chile), strategiczny port, który jest jedynym miejscem odprawy paszportowej dla całego rejonu (Puerto Williams), potrzebny jest jacht (Selma) z polską załogą (Szelmy) i jej biletami lotniczymi na nieodległy termin oraz potrzebne jest lotnisko w innym, najlepiej sąsiednim kraju (w tej roli zobaczymy Argentynę z jej południowym lotniskiem w Ushuaia), z którego mają się odbyć loty.

Zarys akcji: Kapryśna Pogoda (raz wieje mocniej, raz –słabiej) zmusza Jej Wielmożnego Meteorologa do podejmowania decyzji o zamykaniu (lub otwieraniu) Puerto Williams dla żeglugi. Wieje za mocno – zamykamy. Wieje normalnie – otwieramy. Yyy, rozumiecie?

Biurokracja: By jacht mógł opuścić Puerto Williams (Chile) i płynąć do Ushuaia (Argentyna) musi mieć trzy pieczątki / papierki. Imigracja w paszporcie (przekroczenie granicy), celnicy i – najważniejsze – zezwolenie wyjścia z Kapitanatu Portu. W ciągu dnia roboczego możesz to wszystko załatwić o 10tej, 15tej i 18tej i tylko i wyłącznie wtedy, kiedy port jest otwarty. Port zamknięty – nie wydajemy żadnych papierków.

Akcja właściwa: Jest 30ty marca, załoga z biletami na 1szego kwietnia. Selma wpływa do Puerto Williams 30tego marca o 5tej rano. Wieje… Mocno. Pół godziny później – port zostaje zamknięty. Prognoza pogody sprzed kilkunastu godzin stwierdza, że wiatr ma słabnąć w okolicach południa. To tzw. ‘okienko’ chcą wykorzystać Szelmy, by spokojnie sobie dopłynąć do Ushuaia, aby załoga mogła wrócić do kraju. Prognoza pogody myli się w tym wypadku o dosłownie kilka godzin. Przestaje wiać koło 15tej, port zostaje otwarty o 15:10 (czyli, Detektywie, zostaje ostatnie ‘papierologiczne’ okienko – 18ta). Spokojnie czekasz na 18tą i… O 17:45 port zostaje ponownie zamknięty… 
Haczyk i dowcip? Czy port zostanie otwarty, zadecydują o 20tej (poza godzinami pracy celników i imigracji).. Prognoza pogody na 31szego raczej nie nastraja optymistycznie. Przez najbliższe kilka dni zapowiadane są wiatry damsko – męskie. No, że mocno wieje. 

Czy załodze Selmy uda się odlecieć? O tym już w następnym odcinku. Teraz czas na reklamy (jeżeli następnego odcinka nie będzie przez najbliższych kilka dni a Ty ciągle oglądasz reklamy – to znaczy, że oglądasz Polsat).

PS. Pozytyw w tej sytuacji? W porcie jest gorący prysznic.

Opublikowano Selma Expeditions | 1 komentarz

Znajomość języków obcych…

… jest rozna, oczywiście. I bardzo dobrze! Dzięki temu mogę Wam przytoczyć tą rozmowę..

– Where are you from?
– Yes.
– Yes. I know! Very nice people!

Opublikowano Selma Expeditions | Dodaj komentarz

Ształowanie owoców i warzyw w forpiku…

… przypomina mi anegdotę pt. ‘Jak rozpoznać niedźwiedzia, który Cię atakuje’. Nie pamiętacie? Ależ proszzzzzę.
Idziesz sobie spokojnie, nagle atakuje Cię niedźwiedź. Kopiesz niedźwiedzia w nogę
i zaczynasz uciekać i…
… znajdujesz drzewo, wdrapujesz się na nie, niedźwiedź siedzi i ryczy pod drzewem – jest to niedźwiedź brunatny.
… znajdujesz drzewo, wdrapujesz się na nie, niedźwiedź ryczy i wchodzi za Tobą na drzewo – jest to na pewno niedźwiedź grizzly.
… szukasz drzewa, nie znajdujesz drzewa – to jest to najpewniej niedźwiedź polarny.
… znajdujesz drzewo, wchodzisz na nie, niedźwiedź za Tobą, siada z Tobą na gałęzi i zaczyna podjadać liście – to pewnie jest miś koala.
… (kopnąłeś niedźwiedzia w nogę, pamiętasz?) niedźwiedź zaczyna płakać, to jest to Miś Koralgor – największa… yyy… ciapa wśród niedźwiedzi.
Z warzywami jest dokładnie tak samo! 
To znaczy – na pewno z brzoskwiniami. Brzoskwinia to taki Miś Koralgor wśród owoców. Dotkniesz ją troszkę mocniej i od razu gnije..

Wasze zdrowie!

Opublikowano Selma Expeditions | Dodaj komentarz